Jak tak patrzę za okno, to mam wrażenie że ulegliśmy jakiejś wspólnej teleportacji do połowy stycznia.

Zima wcale nie sprzyja mojej walce z cellulitem. Od tygodnia nie mogę wyleczyć przeziębienia, a w związku z tym zaprzestałam chodzić na basen.

Może w poniedziałek się uda…

A tymczasem dzisiaj był masaż bańką.

Nie pomnę który to już, ale za każdym razem jest milej. W znaczeniu że boli już tylko przez pierwsze minuty, a potem to już zasysam bańkę na maxa i śmigam po całych udach. Dzisiaj zaczęłam mieć obawy, że za chwile zrobi się ona dla mnie za słaba ;)

Podobnie z foliowaniem. Wczoraj na luzaku wytrzymałam 40 min.

Niestety robiłam zawijanie tuz przed snem i w wyniku tego utrzymującego się po zabiegu ciepła miałam problemy z zaśnięciem, ale w końcu usnęła.

Cellulit jak był tak i jest. Koleżanka mi tu podpowiada o tych tabletkach, z vichy chyba.

Ale jakoś nie jestem przekonana, szczególnie jeśli chodzi o cenę. Prawie 200 zł miesięcznie, to spore obciążenie dla mojego budżetu.

Pewnie nie zaszkodziłoby łykać i to, no ale może poczekam jak będę stabilniejsza finansowo.

Może do tej pory zacznie mi znikać moimi metodami :)

Oby tak się stało!!!

ZWALCZĘ CELLULIT

ZWALCZĘ CELLULIT

ZWALCZĘ CELLULIT ;]

Dobranoc